Sama nie wiem jaki mam ostatnio humor. Niby wszystko ok, bez wiekszych rewelacji, ale moze wlasnie tych rewelacji mi brakuje. W szkole jest ok, z muzyczna wporzadku, nic zlego sie nie dzieje, nawet trochę dobrego. Bardzo się boję o styczeń, mam w głowie miliard pytań, których nie mogę zadać, okropnie mnie to denerwuje. Pan sobie chyba o mnie przypomina jak mu ktoś przypomni, raz na sto lat. Nie częściej. W ogóle nie wiem czego ode mnie chce, bo raz coś chce, a sekundę później już nie chce nic. Nie ma nic bardziej denerwującego. Dobrze że mam Ise, będę mieć więcej. Bardzo miło się z nim gada, na skypie też. Okazuje się że nie umiem angielskiego, mam nadzieję że go to nie obchodzi. Jest bardzo miły, w przeciwieństwie do innych niektórych. Wiem że sobie wyobrażam za dużo, ale nie umiem tego zatrzymać, a co najważniejsze chyba nie chcę wcale.
Dawno się tak nie stresowałam. Niby wiem, ze jakoś to będzie, ale tak cz tak się boje.
Dobra koniec narzekania, bo dzisiejszy dzień był cudny. A sama nwm co w nim takiego było, tzn wiem, ale to nic specjalnego. Czuję się teraz w tej chwili najlepiej na świecie. Nie da się lepiej. Mam powody. Jeden mały. Duży. Plejka jest dość dobra, lubie wszytsko w niej, nie ma po co przewijać. Nie wiem czy jeszcze napiszę w tym roku, więc chciałabym od razu powiedzieć, że to był najlepszy dotychczasowy rok w moim życiu. Może to się polepsza z roku na rok, nwm sprawdę potem, czy coś pisałam o poprzednich latach, teraz zdecydowanie jest cudnie. Niby rok się jeszcze nie skończył, lepiej nie zapeszać, ale.. Nie mogę uwierzyć w rzeczy które stały się w tym roku. Byłam w tylu cudnych miejscach, poznalam tylu ludzi, tyle sie nauczyłam, dowiedziałam, zmieniłam.. Nie da się opisać wszystkiego co się stało w 2015. Życzę sobie, żeby teraz każdy kolejny rok był jeszcze lepszy. Jestem teraz bardzo bardzo wdzięczna, ale nie wiem komu. Wiem za co. Nie chcę żeby coś się zmieniało na gorsze kiedykolwiek. W ogóle, że to jest 2015, tego też jeszcze nie przyjęłam do wiadomosci. Nareszcie mam ładne włosy. Cieszę się dalej. Wiecie.. Czasem nie wiem nic na temat tego co on chce ode mnie, ale dzis mam nadzieje ze wiem wszystko. Podsumowując fakty - drugą niedzielę z rzędu był skype, dzisiaj bardzo długi, 3,5h (chyba nie powinnam pisac takich smiesznych rzeczy, potem bede sie zastanawiac nad moja glupota...), z przerwami wychodzi ze od nwm 15 do 19 ponad, byl mega mily, przerywal mi tylko troche (nie zamierzam pozwolic mu tego robic kiedy tu będzie), wygladal na poczatku mega smutno, potem w sumie tez, ale mowil ze to przez to ze jest spiacy.. moze, wygladal cudnie jak zawsze, glos mial cudny jak zawsze, nie pytal o czym chce gadac (progress) i nie dopuszczal, a wlasciwie ja nie dopuszczalam do dlugiego milczenia. A potem to JA skonczylam rozmowe, co prawda z jego powodu, ale ja to ja. Troche sie nie rozumielismy, ale tez troche sie smialismy. Troche mu mowilam zeczy ktore mialam w glowie jako cos waznego, ale ostatecznie wychodzilo jako malo wazne, to nic. Bedzie jeszcze czas. A potem on sam do mnie napisal, chyba byl szczesliwy tez. A nwm, co mnie to zreszta. Jak chce byc nieszczesliwy, ale dalej dla mnie mily to moze byc nieszczesliwy, byleby to nie wpyneło na mnie (upon me). Gadalismy o bzdurach zupelnych i bzdurach ktore sa dosc istotne. Nie wiem co on tam sobie mysli. Chyba nie musze wiedziec, moze kiedys sie dowiem. Kręci mi się w głowie od nadmiaru, nie nie od nadmiaru.. od duzej ale cudnej i idealnej a nawet za malej ilości wrażeń. ALbo od odwodnienia, od którego również wysuszyła mi się skóra:/. To nie zart. Miłym akcentem zakańczam opis mojego szczęscia, nadal w to wszystko nie wierzę
PS. ZUpelnie nie polecam czytac postow sprzed 2015, polecam je zlikwidowac