niedziela, 21 stycznia 2018

możesz mówić nie

Wiesz, to nie jest zdrowe zastanawiać się nad każdą myślą w kwestii jej adekwatności do danego momentu i stanu. Dlaczego tak trudno jest przyjmować rady na temat myślenia, które sam uważasz za słuszne? Słyszysz, ale nie słuchasz. Dlaczego? To wszystko jest tylko w głowie. Dlaczego nie da się kontrolować myśli, jeśli możesz kontrolować pojawianie się obrazów i informacji, mających to samo źródło? Tak jakbyś to nie ty był autorem tego, co masz w głowie, jakby ktoś sam wybierał co ci pokazać i kiedy. Podświadomość to drugi ty. Wydaje ci się, że jesteś sumą wszystkiego co zrobiłeś dotychczas, że kreujesz własną osobowość, ale mylisz się. Jesteś wymyślony. W całości pozbawiony kontroli nad tym, co się dzieje w tobie i tylko zatruty poczuciem, że to wszystko twoja zasługa.

Każdy słyszy, mało kto słucha. Bo każdy jest pewnego rodzaju egoistą. Nie, nikt nie daje niczego bez powodu. Nawet jeśli nie chodzi o drugą osobę albo coś materialnego, to zawsze jest powód w środku. Żeby poczuć się lepiej. Albo, żeby nie poczuć się gorzej. Nie ma bezinteresowności, tu chodzi o wszystko. I znowu, nie słuchają, a nawet jeśli słuchają to nie dlatego, że to jest ich pragnienie. Czekają aż to się im przyda. Wymyśleni ludzie chcą tylko być słuchanymi. I tak naprawdę każdy chce. Oni nie mają nad tym kontroli. Tym się różnimy od nich. My jesteśmy sobą. My nie byliśmy wymyśleni

niedziela, 7 stycznia 2018

mleko nieprzezroczyste

Widać teraz jak powtarzalne jest życie i jednocześnie jak mało można przewidzieć. Częste deja vu świadczą o zaburzeniach na podłożu psychicznym, nie wiem co jeśli życie jest jednym wielkim deja vu przez chwilę. Chwilę w znaczeniu tylko chwila z życia, ale nieskończona chwila w tamtym momencie. Jeśli wydaje ci się, że zwariowałeś, to na pewno zwariowałeś, bo to się nie powinno nigdy wydawać. Nie wiem czy to wszystko siła perswazji mojej podświadomości, czy naprawdę tak jest. Wszystko, jak w przezroczystej błonie, jest widoczne i ja sama nie wiem, czy to znaki, żeby uczyć się na błędach, czy znaki, żeby mieć wyjebane, bo co bym nie robiła, to koniec będzie taki sam, tylko szybciej. Teraz nie mam czasu być taka jak wtedy, teraz już nawet nie ma czasu, żeby być taka, jaka jestem. W tym momencie trzeba tylko płynąć nieruchomo, pozwolić wszystkiemu działać po swojemu i tylko nie utonąć. Były takie momenty, kiedy czułam, że istnieje to drugie życie, ale one były ulotne jak te krótkie obrazy zaraz przed zaśnięciem. Drugie życie jest teraz całe w mleku i nie widać z niego kompletnie nic. Zostaje więc to, co widać wyraźnie i tylko na tym możemy polegać

poniedziałek, 1 stycznia 2018

uciekł, ale nie będzie ścigany

Marzec przywitany na sucho. Już czułam koniec nieskończonoci jaką była muzyka. Art brut I rzeszow sama, ale stabilnie.

Kwiecień zniknął niezauważenie, wtedy wszystko się skończyło naprawdę. 

Potem kilka bardzo ważnych zdjęć. Dom Mikołajkowów, pająk, kwiaty. Byłam pewna że to lato, ale to maj

W czerwcu ognisko i niedosyt wizualny przez brak możliwości zrobienia zdjęć. Znów rzeszow tym razem nie sama. 

W końcu PRO8L3M, Warszawa i Kraków, ostatni dobry czas jaki istniał. 

Jeszcze w
czerwcu znowu Rzeszów i niespodziewany zwrot wszystkiego. W międzyczasie kilkakrotny Kraków bez zupełnie jakichkolwiek zdjęć. 

Föhr.
Lipiec i sierpień miesiącami atrapy prawdziwego życia, patrzenia na świat taki, jakim jest. Flensburg i powrót. Płynny powrót do rzeczywistości. 

Rzeszow, Kielce, Tarnów, Rzeszów, Przemyśl. Tak dużo nowego i nie wszystko było przyjęte dobrze. Brak zdjęć w Kielcach osłabił wszystko. 
Wrześniowe jest wszystko.

Eksplorowanie Dębicy, Kraków, Rzeszów, Kraków. Od
października wszystko zlewa się w jedno. Wiele zdjęć Pilzna, mojego rodnego, kochanego. Kraków inaczej niż zawsze.

W
listopadzie udawałam, tak jak zawsze, ale nie to, co zawsze. Nic nie wyszło, nic nie wyszło, ale Kraków i Rzeszów.

W końcu Gdańsk
grudniowy i znowu Kraków. Tyle piękna i tyle błota. Niech 2018 będzie lepszy, amen



Nowy rok zaczął się z nieznośnych promieni słońca, palących mnie po twarzy. Zaczął się z bolących oczu i wyschniętego gardła. Z kurzu i brudu. Z udawanych uczuć i głębokiego niesmaku, spowodowanego całą tą sztucznością. Z prawdziwych, ale jednocześnie tylko wyobrażonych uczuć, które mimo swojej niefizycznosci, a nawet niemetafizycznosci są dużo silniejsze i wiarygodniejsze. Z "Hang the DJ", masy szczerości i emocji jaka spadła zupełnie nagle i nakryła całą moją świadomość. Wszystko okazało się prawdą i to na tyle ciężką, że przeważyło każde kłamstwo, które zdążyło się pojawić wcześniej. Dobrze spotkałam ten nowy rok. Ostatni raz już w ten sposób. Chcę uciec od tamtej drogi, na której są ci wszyscy wczorajsi ludzie, życzyłbym sobie nigdy nie iść nawet jej poboczem. Mam dość autostrad z ekranami, już chcę ulice bez asfaltu z lasem po jednej stronie i łąka po drugiej. Już chcę tego i to jest właśnie rok, w którym na takiej się znajdę. Obiecuję