Dużo dziś miałam w głowie żeby tu napisać. O sprawach różnych zupełnie. I jak zawsze teraz ciężko mi pisać, jak zawsze nie znajduję dobrych słów, jak zawsze mam wrażenie, że potem ciężko będzie to czytać.
Sama nie wiem czemu dziś taki dzień. Żadnych oczywistych powodów. Myślałam o tym, co się dzieje u mnie w życiu, to znowu jak zawsze. Zastanawiałam się jak teraz jest. Nie chcę żeby tak było. Jest pomiędzy. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić przyszłości bez tego wszystkiego, ale wiem że to wszystko jest tylko w mojej głowie, to nie jest żadna rzeczywistość. Rzeczywistością jest ten stan pomiędzy. Kurwa, nawet to nie jest serio. Wszystko jest jasne, wszystko na dłoni. Tylko nie umiem się z tym pogodzić. Wiem, że to wszystko co jest w mojej głowie to tylko bzdury, nic wspólnego z tym co będzie. Nie wiem czy jest jakiś sposób żeby tego się pozbyć. Ciekawe czy psycholodzy pomagają w takich sprawach. Nie, raczej nie. To by było zbyt dobre. Jak lek na starość. Trzeba sobie z takimi rzeczami poradzić samemu. Cieszę się że było tak jak było, inaczej by nie było lepiej, może byłoby gorzej. Wszystko wpływa na wszystko, niemożliwe żeby myślenie o kimś niemal dzień w dzień nie zmieniło czegoś w twojej głowie. Mojej*. Nic poza 'smutne mi nie przychodzi do głowy. To jest po prostu smutne. Źle mi myśleć o końcu, ale mam z tyłu głowy, że on będzie. Jest mi źle jak w śnie z wielkimi kulami. Ale po co znowu tak wybiegać w przyszłość. Skupmy się na teraz. A teraz, cokolwiek by nie było - inaczej by się nie stało, byłoby tak samo. Byłoby tak samo dobrze. Jest przecież dobrze, trzeba tylko jeszcze poczekać, przetrzymać myśl że nie zmieni się na gorzej. Bo czemu miałoby?
niedziela, 25 września 2016
sprawa bieżącą
wtorek, 31 maja 2016
odcinki na proste
Zawsze myślałam że mam problemy bo nie potrafię skupić się na teraźniejszości. Myślałam ze to wszystko przez to ze roztrząsam niepotrzebnie przeszłość i analizuje zbyt bardzo przyszłość. No wiec okazuje się ze wszystkie problemy moje biorą się z teraźniejszości. Nie ma tu w ogóle myślenia o przeszłości, a co dopiero przyszłości. Spóźniam się bo myślę 'teraz nie chce', a nawet jeśli mi przychodzi do głowy ze potem przez to może coś pójść nie tak, to bardzo szybko (podświadomie) to odsuwam. Myślałam ze myślę niemal wyłącznie o przyszłości bo ciągle słyszałam w głowie "zrobię to później, kiedyś to zrobię". Odkrycie jest takie, ze to co miałam za oznakę analizowania przyszłych planów jest tak naprawdę skupianiem się na 'teraz', na obecnej chwili. Teraz nie mam tego, albo teraz nie jestem tą osobą. To co wydawało mi się wracaniem do chwil z przeszłości - "mogłam tego nie zrobić, mogłam powiedzieć coś innego" to tak naprawdę znowu teraźniejszość, bo wszystko prowadzi do tego jak by było TERAZ gdybym to zrobiła. Używanie słów "wczoraj" i "jutro" częściej niż "dzisiaj" wcale nie jest dowodem na to ze nie potrafię się cieszyć chwilą obecną, że nie zauważam jej w ogóle. Doszłam do wniosku, że wszystko, każde nieprzyjemne uczucie można bardzo szybko odsunąć. Jest teraz źle? No tak. Ale przecież to nie będzie trwało wiecznie, a nawet jeśli to co za różnica, mogę sobie mówić nawet do końca życia, że jutro się to skończy, to zawsze pomaga. CO jeśli jest teraz dobrze? Tu jest już trochę inaczej. Na tę chwilę w sytuacji kiedy wszystko jest w porządku nie umiem myśleć o przyszłości, nie wiem co by było gdybym potrafiła. Spóźniam się bo jest dobrze. Robię wszystko na ostatnią chwilę i stresuję się bo właśnie TEraz jest dobrze. Sama nie wiem czy chcę zmienić ten sposób myślenia. Nie wiem czy to może mi jakoś poważnie zaszkodzić. Jak na razie jestem w punkcie 0, do którego trafiam zawsze, kiedy jest dobrze. Wszystko co było wcześniej i dobre i złe nie ma znaczenia. Wszystkie liczniki się zerują. Sądząc po tym chyba mogę stwierdzić, że sposób funkcjonowania mojej podświadomości nie jest taki zły. Gdyby coś było nie tak, to teraz nie byłoby zera. A jest. Widzę jak szybko może mijać czas, a może raczej trochę czuję. Nie nie, nie mija szybko, pomyłka. Ale skoro te wszystkie nieprzyjemne rzeczy już są za mną, a ja nie planuję nawet sobie o nich przypominać, to chyba mogę stwierdzić, że nie ma takiego czegoś jak 'wolno płynący czas'. Nie ma co się przejmować czymkolwiek, nawet w ;teraz;. Nie ma po co bo to zaraz minie. A może właśnie trzeba bo to może zaraz minąć. Nie. Tu się wdziera myślenie o przyszłości, a niepotrzebnie. Teraz to teraz. Jest dobrze to jest dobrze. To wszystko jest chyba u mnie wdrożone w życie. Nie ma potrzeby nic zmieniać.. No albo prawie nic. Nic nie zmienię i tak jak dotychczas będę zmieniała tylko momenty
piątek, 5 lutego 2016
znowu zegarki
Chcialabym bardzo napisac wszystko. Ale nawet nie wiem od czego zacząć. Teraz mysle o tym ze umieram, jeszcze nie dzis ale pojutrze juz na pewno. Sama nie wiem czego chce. Na pewno nie tego co zamierza sie stac, nic nie moge zrobic, jest mi niedobrze. Nie mam najmniejszej ochoty isc do szkoly, pocieszam sie ze to tylko tydzien. Tydzien i bede mogla sie wyzerowac. Gdybym mogla wylaczyc z siebie banie sie to moze jakos bym to wszystko zniosla, wolalabym po prostu przyjmowac alebo nie przyjmowac, ale sie nie bac. Te 2 tygodnie minely stanowczo za szybko, zupelnie mi sie to nie podoba. Mam przed oczami obraz mojej starosci. Przeraza mnie, ze to bedzie juz zupelnie niedlugo. Nie umiem tego ogarnac mozgiem. To jak dziewiętnascie dziesiątek, które dają tak skromną liczbe 190, ktora tym samym podzielona na 10 daje tak duzo bo az 19. Nie rozumiem i nie potrafie pojac. Nie chce cofac czasu, ale jednoczesnie wolalabym wszystko przezyc od nowa. Nigdy nie moge zdecydowac czy bylabym w stanie zniesc te 16 lat jeszcze raz. No wasnie, 16. To brzmi chujowo, ale 17 to cos. Nie wiem, chce mi sie plakac, nie zgadzam sie na zaden koniec jest za dobrze
środa, 3 lutego 2016
siedemdziesiąt jeden
Jest trzeci lutego dwa tysiace szesnastego roku, godzina osiemnasta trzydziesci. Leze w lozku. Nie sama niby. Jest dosc milo. Chcialabym napisac wszystko od pocztku ze szczegolami, ale nie widzi mi sie to jakos. No nwm nie widzi mi sie. Pamiętam na razie wszystko, ale nie mam ochoty najmniejszej tego spisywac. Jednocześnie nie chce uronic z tego co bylo niczego. Miedzy mlotem a kowadlem, rozwojona i nie wiem co robić. Nigdy wczesniej nie bylo czegos takiego u mnie, w moim zyciu. I nie wiem czy to jest wszystko wyjatkowe czy jest wyjatkowe tylko dla mnie. Szczerze to mam wrazenie i nadzieje (sama juz nie wiem ktore bardziej, bardzo myle te pojecia ostatnio) ze ludzie klamia, nie musze znac prawdy, ale wolalabym tez sie nie dowiedziec czy to prawda. Takie zycie jest bardzo fajne, ale wciaz czuje ze za duzo tu stresu. Niby nie trace tak duzo wlosow, wiec chyba nie powinnam sie martwic, ale czuje stres codziennie. Czesciej niz codziennie, caly czas. Jest cudnie i w tym samym czasie bardzo dziwnie. Nie wiem nic wlasciwie, nie bede protestowac
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)