środa, 3 lutego 2016

siedemdziesiąt jeden

Jest trzeci lutego dwa tysiace szesnastego roku, godzina osiemnasta trzydziesci. Leze w lozku. Nie sama niby. Jest dosc milo. Chcialabym napisac wszystko od pocztku ze szczegolami, ale nie widzi mi sie to jakos. No nwm nie widzi mi sie. Pamiętam na razie wszystko, ale nie mam ochoty najmniejszej tego spisywac. Jednocześnie nie chce uronic z tego co bylo niczego. Miedzy mlotem a kowadlem, rozwojona i nie wiem co robić. Nigdy wczesniej nie bylo czegos takiego u mnie, w moim zyciu. I nie wiem czy to jest wszystko wyjatkowe czy jest wyjatkowe tylko dla mnie. Szczerze to mam wrazenie i nadzieje (sama juz nie wiem ktore bardziej, bardzo myle te pojecia ostatnio) ze ludzie klamia, nie musze znac prawdy, ale wolalabym tez sie nie dowiedziec czy to prawda. Takie zycie jest bardzo fajne, ale wciaz czuje ze za duzo tu stresu. Niby nie trace tak duzo wlosow, wiec chyba nie powinnam sie martwic, ale czuje stres codziennie. Czesciej niz codziennie, caly czas. Jest cudnie i w tym samym czasie bardzo dziwnie. Nie wiem nic wlasciwie, nie bede protestowac

Brak komentarzy: