wtorek, 31 maja 2016
odcinki na proste
Zawsze myślałam że mam problemy bo nie potrafię skupić się na teraźniejszości. Myślałam ze to wszystko przez to ze roztrząsam niepotrzebnie przeszłość i analizuje zbyt bardzo przyszłość. No wiec okazuje się ze wszystkie problemy moje biorą się z teraźniejszości. Nie ma tu w ogóle myślenia o przeszłości, a co dopiero przyszłości. Spóźniam się bo myślę 'teraz nie chce', a nawet jeśli mi przychodzi do głowy ze potem przez to może coś pójść nie tak, to bardzo szybko (podświadomie) to odsuwam. Myślałam ze myślę niemal wyłącznie o przyszłości bo ciągle słyszałam w głowie "zrobię to później, kiedyś to zrobię". Odkrycie jest takie, ze to co miałam za oznakę analizowania przyszłych planów jest tak naprawdę skupianiem się na 'teraz', na obecnej chwili. Teraz nie mam tego, albo teraz nie jestem tą osobą. To co wydawało mi się wracaniem do chwil z przeszłości - "mogłam tego nie zrobić, mogłam powiedzieć coś innego" to tak naprawdę znowu teraźniejszość, bo wszystko prowadzi do tego jak by było TERAZ gdybym to zrobiła. Używanie słów "wczoraj" i "jutro" częściej niż "dzisiaj" wcale nie jest dowodem na to ze nie potrafię się cieszyć chwilą obecną, że nie zauważam jej w ogóle. Doszłam do wniosku, że wszystko, każde nieprzyjemne uczucie można bardzo szybko odsunąć. Jest teraz źle? No tak. Ale przecież to nie będzie trwało wiecznie, a nawet jeśli to co za różnica, mogę sobie mówić nawet do końca życia, że jutro się to skończy, to zawsze pomaga. CO jeśli jest teraz dobrze? Tu jest już trochę inaczej. Na tę chwilę w sytuacji kiedy wszystko jest w porządku nie umiem myśleć o przyszłości, nie wiem co by było gdybym potrafiła. Spóźniam się bo jest dobrze. Robię wszystko na ostatnią chwilę i stresuję się bo właśnie TEraz jest dobrze. Sama nie wiem czy chcę zmienić ten sposób myślenia. Nie wiem czy to może mi jakoś poważnie zaszkodzić. Jak na razie jestem w punkcie 0, do którego trafiam zawsze, kiedy jest dobrze. Wszystko co było wcześniej i dobre i złe nie ma znaczenia. Wszystkie liczniki się zerują. Sądząc po tym chyba mogę stwierdzić, że sposób funkcjonowania mojej podświadomości nie jest taki zły. Gdyby coś było nie tak, to teraz nie byłoby zera. A jest. Widzę jak szybko może mijać czas, a może raczej trochę czuję. Nie nie, nie mija szybko, pomyłka. Ale skoro te wszystkie nieprzyjemne rzeczy już są za mną, a ja nie planuję nawet sobie o nich przypominać, to chyba mogę stwierdzić, że nie ma takiego czegoś jak 'wolno płynący czas'. Nie ma co się przejmować czymkolwiek, nawet w ;teraz;. Nie ma po co bo to zaraz minie. A może właśnie trzeba bo to może zaraz minąć. Nie. Tu się wdziera myślenie o przyszłości, a niepotrzebnie. Teraz to teraz. Jest dobrze to jest dobrze. To wszystko jest chyba u mnie wdrożone w życie. Nie ma potrzeby nic zmieniać.. No albo prawie nic. Nic nie zmienię i tak jak dotychczas będę zmieniała tylko momenty
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz