Marzec przywitany na sucho. Już czułam koniec nieskończonoci jaką była muzyka. Art brut I rzeszow sama, ale stabilnie.
Kwiecień zniknął niezauważenie, wtedy wszystko się skończyło naprawdę.
Potem kilka bardzo ważnych zdjęć. Dom Mikołajkowów, pająk, kwiaty. Byłam pewna że to lato, ale to maj.
W czerwcu ognisko i niedosyt wizualny przez brak możliwości zrobienia zdjęć. Znów rzeszow tym razem nie sama.
W końcu PRO8L3M, Warszawa i Kraków, ostatni dobry czas jaki istniał.
Jeszcze w czerwcu znowu Rzeszów i niespodziewany zwrot wszystkiego. W międzyczasie kilkakrotny Kraków bez zupełnie jakichkolwiek zdjęć.
Föhr. Lipiec i sierpień miesiącami atrapy prawdziwego życia, patrzenia na świat taki, jakim jest. Flensburg i powrót. Płynny powrót do rzeczywistości.
Rzeszow, Kielce, Tarnów, Rzeszów, Przemyśl. Tak dużo nowego i nie wszystko było przyjęte dobrze. Brak zdjęć w Kielcach osłabił wszystko. Wrześniowe jest wszystko.
Eksplorowanie Dębicy, Kraków, Rzeszów, Kraków. Od października wszystko zlewa się w jedno. Wiele zdjęć Pilzna, mojego rodnego, kochanego. Kraków inaczej niż zawsze.
W listopadzie udawałam, tak jak zawsze, ale nie to, co zawsze. Nic nie wyszło, nic nie wyszło, ale Kraków i Rzeszów.
W końcu Gdańsk grudniowy i znowu Kraków. Tyle piękna i tyle błota. Niech 2018 będzie lepszy, amen
Potem kilka bardzo ważnych zdjęć. Dom Mikołajkowów, pająk, kwiaty. Byłam pewna że to lato, ale to maj.
W czerwcu ognisko i niedosyt wizualny przez brak możliwości zrobienia zdjęć. Znów rzeszow tym razem nie sama.
W końcu PRO8L3M, Warszawa i Kraków, ostatni dobry czas jaki istniał.
Jeszcze w czerwcu znowu Rzeszów i niespodziewany zwrot wszystkiego. W międzyczasie kilkakrotny Kraków bez zupełnie jakichkolwiek zdjęć.
Föhr. Lipiec i sierpień miesiącami atrapy prawdziwego życia, patrzenia na świat taki, jakim jest. Flensburg i powrót. Płynny powrót do rzeczywistości.
Rzeszow, Kielce, Tarnów, Rzeszów, Przemyśl. Tak dużo nowego i nie wszystko było przyjęte dobrze. Brak zdjęć w Kielcach osłabił wszystko. Wrześniowe jest wszystko.
Eksplorowanie Dębicy, Kraków, Rzeszów, Kraków. Od października wszystko zlewa się w jedno. Wiele zdjęć Pilzna, mojego rodnego, kochanego. Kraków inaczej niż zawsze.
W listopadzie udawałam, tak jak zawsze, ale nie to, co zawsze. Nic nie wyszło, nic nie wyszło, ale Kraków i Rzeszów.
W końcu Gdańsk grudniowy i znowu Kraków. Tyle piękna i tyle błota. Niech 2018 będzie lepszy, amen
Nowy rok zaczął się z nieznośnych promieni słońca, palących mnie po twarzy. Zaczął się z bolących oczu i wyschniętego gardła. Z kurzu i brudu. Z udawanych uczuć i głębokiego niesmaku, spowodowanego całą tą sztucznością. Z prawdziwych, ale jednocześnie tylko wyobrażonych uczuć, które mimo swojej niefizycznosci, a nawet niemetafizycznosci są dużo silniejsze i wiarygodniejsze. Z "Hang the DJ", masy szczerości i emocji jaka spadła zupełnie nagle i nakryła całą moją świadomość. Wszystko okazało się prawdą i to na tyle ciężką, że przeważyło każde kłamstwo, które zdążyło się pojawić wcześniej. Dobrze spotkałam ten nowy rok. Ostatni raz już w ten sposób. Chcę uciec od tamtej drogi, na której są ci wszyscy wczorajsi ludzie, życzyłbym sobie nigdy nie iść nawet jej poboczem. Mam dość autostrad z ekranami, już chcę ulice bez asfaltu z lasem po jednej stronie i łąka po drugiej. Już chcę tego i to jest właśnie rok, w którym na takiej się znajdę. Obiecuję
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz