sobota, 28 marca 2015

rozłożone tygodnie

Dawno nie byłam tak blisko ścięcia włosów. Tak strtasznie blisko że boje sie jak cholera, ale w sumie. Czego. Wiem że dalej bede super wygladac. Ucze sie pisac od nowa, przestałam pić drożdże i robić liczby. Jestem okropna. Odkrycie to latwosc zastepowania ludzi, czynnosci i rzeczy. Boże, wszytsko sie gotuje jak w garnku, wrecz rozgotowuje, a ja zmieniam zdanie 10 razy na minute. No i cos postanowione. Ciesze sie max. No to minał prawie tydzien od napisania tego. I zrezygnowałam z wszystkiego xd. Tak naprawde nic sie nie gotowało, trzeba być przygotowanym na to, że jeśli coś planujesz w ten sposób, to na stówe nie wypali. W poniedziałek patrzyłam na zdjęcia kompozytorów i zastanawiałam się co by powiedzieli renesansowcy o muzyce romantycznej, klasycy o współczesnej, a impresjonisci o tej obecnej obecnej klubowej powiedzmy. Zakładam, że renesansowcy potępiliby wszystko co wychodzi poza ich kanon, klasycy nie zrozumieliby z tej muzyki nic, a impresjonisci to nie wiem. Wtedy było troche inaczej, ale w sumie nie tak bardzo, może by się im spodobało. Nie pamiętam o czym myślałam we wtorek, ani co robiłam, chyba coś fajnego. No tak. Z michałem sie nie da robić coś niefajnego, a wtedy odwiesiliśmy topór wojenny. Myślę o czymś cały czas, a teraz nie mogę sobie nic przypomnieć. Posprzątałam sobie pokój, zostało tylko poodkurzać. Chciałabym, żeby kogoś p interesowała moja głowa. Tydzień później. Obxielam włosy... Pierwsza noc przebiegła spokojnie, druga em, druga nie. Ciągle miałam ataki i co. Nic trudno, mimo ze caly czas mam nadzieje, ze to tylko jakis paskudny koszmar,,, nic sie juz nie da zrobic i tyle. Zycie leci. Nowy naglowek mi sie nie podoba max. Zmieniam na stary. Maraton dziś/wczoraj był cudny. Zawsze po HP mam kompleksy i dołki, dzisiaj [wtedy] tez. Na pierwszej czesci zasnelam na dluzej.. ostatnie co pamietalam to odjazd na sumach, nastepne to pare/kilkanascie sekund przed smiercia Syriusza, nienawidze tego. Na księciu nie moglabym zasnąć, niemoralne - wiec nie zasnelam. Od poczatku do konca bez sekundy. Tak mysle.. Draco w ksieciu to najlepsza rzecz jaka moglam sobie wymarzyc. Dobrze ze tylko zakon byl z dubbingiem, zreszta zakon ogladalam jakies 2 mies temu, wiec moglam sobie odpuscic calosc, w kazdym razie. Draco w ksieciu gdy sie pojawial to ciary, przysiegam. Na insygniach I ogladalam ogladalam po czym nie pamietam kiedy zasnelam.. juz wiem. W domu Brunhildy, a obudzilam sie na końcówke - grób i różdżke. Bylam przekonana ze to mi sie sni, ale raczej okazalo sie ze nie. Zastalam taniec, wiec punkt obowiazkowy zaliczylam, ciesze sie ze ominelam smierc Zgredka bo bym chyba tam pękła.. W ogole duzo sie rozklejalam nawet na banałach i to wszystko nie z powodu tresci, ale wyrazu. Latwo sie wzruszam, ale nie rycze juz jak kiedys. Ogolnie teraz nie mam juz serii rozczulen i uzalan, teraz tylko kiedy jestem mocno wkurzona albo wzruszona.. Albo smutna, ale nie uzalam sie chyba. Nie potrafilabym teraz wymienic wszystkich momentow kiedy mialam lzy w oczach bo bylo ich pelno ale to wszystko nie z tresci, tak jak mowilam. Ominelam caly departament tajemnic ale wydaje mi sie ze znam to na pamiec.. Smutno bylo bardzo na koncu ksiecia kiedy wszycy podniesli rozdzki. ABstrakcja. Drugie insygnia całkowicie na jednym oddechu, ani chwili odplywu. Nienawidze tego calego umierania, ale od gwaltownego wzrostu emocji przestalam byc senna. Mysle, ze powinnam sobie gdzies zapisywac wazne porady i tipy na prsyzlosc, jednym z nich jest nie kupowac duzego popcorny na maratony, a na pojedyncze filmy tym bardziej. Zmienilabym koniec i usmiercila kogos z great3. Reszta była cudowna, a jesli dodam do tego pozniejsze czekanie w deszczu, z szarym niebem i zimnym wiatrem, moge stwierdzic, ze to bylo przezycie bardzo w moim stylu. Wrocilam do domu, nie chcialam spac, wiec komputer do 12... ale zasnelam. Obudzilam sie na chwilke wylaczylam komputer bo sie zacial i lezalam w ciuchach,, nie chcialo mi sie robic nic wstawac, nic doslownie. Wiec lezalam. O 14, prawie 15 mama przyszla spytac czy bede spala caly dzien.. Mowilam ze zaraz wstaje. Zmienilam wtedy pozycje, ulozylam sie na lozku tak jak trzeba (wczesniej bylam do gory nogami).Napisalam smsa i dalej niestety spalam.. Do 19 czyli bylo juz ciemno... Nie moge tego przebolec, ze zmarnowalam caly dzien... Nie moge. ALe wstalam o 19, zrobilam tosty z rzodkiewka, umulam sie i wrocilam tutaj, wczesniej bylam u mamy, wyszlam poirytowana, zrecznie to maskujac i nareszcie bylam tutaj. Posprzatalam i zaczelam konwersowac z michalem.. Do niedawna. Mialam troche zly humor, nie zostal poprawiony, ale jestem szczesliwa, bo michal sie jednak martwi. Cudnie miec takiego michala. Nie chce myslec o poniedzialku, wtorku chyba tez nie, nie mowiac juz nawet o srodzie. Chce juz sie wylaczyc tak do zera

Brak komentarzy: